sobota, 30 grudnia 2017

jest czas...

o bosz
Long time ago there was a woman who cared for her blog ;)

Sporo się zmieniło od czerwca. Zmieniła się forma pracy. Siedzę w domu, ale nie, że nic nie robię. Robię. Siedzę w papierach, ale nie rozliczam się z nich, a raczej sklejam. Sporo też u mnie guzików, filcu, drewnianych skrzynek, serwetek do decoupage.
 Nie narzekam, choc marudzę.
 To nowość jest, żeby pracować z domu, w domu. Nie dojeżdżać.
 W sumie zadziało się to, o czym często w do siebie w myślach powtarzałam.
To nic , że moje mieszkanie wygląda jak magazyn, pełne kartonów, stołów zapełnionych po brzegi.
 Szkolę się, uczę się nowej roli. Staram się.
Jeśli ktoś ma ochotę może zajrzeć na fejsbuka, wklepać czas na diy i będzie wiedział...co w trawie skrzypi ;)
 Mimo specyfiki pracy nie zaniedbuję się (staram przynajmniej) muzycznie i filmowo. Więc czas na recenzje i refleksje tez mam nadzieję znaleźć. Może obudzę ten blog, uruchomię znów.

środa, 21 czerwca 2017

czasem...

Wierzę w życie przed śmiercią.
Chociaż mam nadzieję, że jest jakieś 'po', to nie czekam aż doczesne 'teraz' się skończy i będę mogła szybować w obłokach.
 Na pewno nie będzie miało 'to po'  koloru niebieskiego nieba i lekkości motyla, raczej na powrót będę stąpać.
Od ludzi słyszy się kwestie życiowe wypowiadane jak mantry.
 Od mojego męża na przykład często słyszę że" wszystko jest idealne" albo "wszystko się układa'. Pokrzepiające i w ułamku sekundy również moje. Czasem mam ten boski przebłysk, że jest dobrze jak jest, a czasem pękam i zastanawiam jak żyć, żeby się tego życia nachapać.
Zobaczyć, dotknąć, przebyć, poczuć, uwaga! ...nie mając przy tym pieniędzy, odwagi, potrzeby przezywania szalonych przygód, nie mając za bardzo możliwości skruszenia betonu rutyny.
Można?


piątek, 24 lutego 2017

niemoc twórcza

Nie wyobrażam sobie, że z kubkiem porannej kawy przystaję przed parapetem i nie widzę tych drzew. Gdyby je ścieli padłabym trupem obok. Dziś szczególnie światło oparło się o konary i widok ten wyjątkowo krzepił i grzał mimo zachmurzenia.
Nie da się (a może powinno się!) przewidzieć wprowadzając nowe prawo, że człowiek w końcu je wykorzysta w związku z własnym widzimisię.  Minister ochrony środowiska zamienia się w ministra środowiska z tendencjami destrukcyjnymi. Zamiast strzec i chuchać na kwiatek, woli wystawiać naturę do wiatru. Czystka dosięga wszystkiego.




niedziela, 19 lutego 2017

w oku cyklonu




W związku z podwyżką czynszu osiedleńcy próbują zawrzeć pakt wspólnotowy przeciw spółdzielni. Opłaty poszły w górę jak cholera, wszyscy narzekają. Obawiam się, że jak ci co mogą, zawiążą wspólnotę mieszkaniową, to zwykli najemcy będą płacić takie czynsze o jakich im się nie śniło. Są to sprawy, które kiedyś tłumaczyła mi  mądra kuzynka, trudno mi przytoczyć treść, ale możemy mieć przesrane.

Poza tym czytam horoskopy. Durna. Zawsze się do nich odnoszę z początkiem roku i nie lubię.
Zapowiada się rok przemian. Sama dążę do tej zmiany, ale boję się że nie ogarnę swoich planów i zamiarów...i tak mglistych. Za co się wziąć, czego trzymać, co rozwijać. Pikawka zaczyna szwankować skręcając na tor niepokojących, przyspieszonych stuków. Za szybko.
Wieczorami miewam stany lękowe, pewnie stąd w dowód miłości i troski dostałam od Leszka na walentynki positivum. Dobre;P
W pracy czuję sie gorsza, nieogarnięta. Młodość wymiata stare śmieci. Szesnaście lat młodsza koleżanka zaczyna mnie traktować protekcjonalnie.



Ciężkość serca, powiem wam.
Szukam dla siebie jakiejś niszy zawodowej, w która mogłabym wejść i spróbować sił. Myślę o animacji dla dzieci i seniorów. Mam jakieś doświadczenie, ale brakuje mi papieru do pomachania.
Najgorzej, że czuję że się starzeję, że czas ucieka a ja trzymam w ręku puszkę pandory.

Ratuje mnie rodzina w której mam renomę energetycznego wampira.
W horoskopach piszą, że ten przełomowy rok może nadszarpnąć poważnie zdrowie bliźniąt w związku z licznymi okazjami do zmian i koniecznością podejmowania decyzji.

Do licha, kto pisze te horoskopy..kto je czyta...

relaxxx


poniedziałek, 26 grudnia 2016

konstelacje gasną

Jaki był dla mnie ten rok? Przede wszystkim mocno odczułam w nim ciężar przemijania.
Zaczął się niezmiernie trudno i smutno, bo umarł tata.
Zgasło tez wiele gwiazd zostawiając show biznes na pastwę pamięci. Niektórzy znani mi ludzie odebrali sobie życie pozostawiając oniemiałą, z dokuczliwym uczuciem niezrozumienia. Tyle kolorowych, zadawać by sie mogło dopracowanych w każdym szczególe układanek, posypało się w drobny mak. Ten rok uświadomił, że nie wszystko złoto co się świeci i bywa, że ludzie zakładają korony z tombaku udając królów życia. Nikt nie chce być gorszy.
Ten rok szesć stóp pod ziemią skryje kilka tajemnic.
Pozostaję niedokończona w dalszym ciągu. W ciągu dalszym niedopięta i nie wymyślona na życie.
Nasączana lekturą z poradników, bogatsza o nową muzykę. Podskórnie smutna i zawiedziona sobą.
Byłabym szczęśliwa, gdyby obedrzeć mnie z myśli. Bo kiedy przestaję i pozbawiam sie kontroli po prostu JESTEM.

poniedziałek, 10 października 2016

a ja wolę brzydala...



Odkąd pamiętam nieokrzesane i dziwaczne było ciekawsze.
 Zawsze bardziej interesujący wydawali mi się mężczyźni nie przystojni, a właśnie interesujący. Blizna, krzywy nos, nietypowy kształt mózgoczaszki jako naturalne wiano...mmm.
 Ci spod skalpela mnie bawią i straszą, choć w dalszym ciągu dość rzadko.
Alex Cameron mnie intryguje swoją bezpretensjonalnością i tym, że jest zmienny jak kobieta.


wtorek, 24 maja 2016

maj, haj, helloł!

W maju jak w raju, szczególnie kiedy ma się 3 dni wolnego z rzędu i można pić gin z tonikiem. Mama nie widzi, mąż smakuje nowe gatunki piw więc patrzy pobłażliwie jako i ja powinnam, no bosko. Maj jest też miesiącem odświętnym, patronuje wielu okazjom. Dziś mamy na przykład Europejski Dzień Parków Narodowych, a wczoraj był mój dzień - czyli światowy dzień żółwia - istoty powolnej, ale oby długowiecznej. Wiadomo, za dni parę będziemy wielbić mamy, tudzież pójdzie nam jak z płatka odzieranie brzozy z gałązek i śpiewanie ludziom w oknach.
 Kilka dni temu, nieświadoma Dnia Różnorodności Biologicznej spędzałam czas nad Balatonem, lokalnym zbiornikiem wodnym, dokarmiając kaczki, wsłuchując w godowe hity ptasiego radia i głaszcząc pełne nadziei na zmiany gąsienice (naiwnie nazwałam to uroczym zbiegiem okolicznosci) I co dalej.... otóż wśród wszelkiej maści obchodów dnia chirurga, farmaceuty, samorządu terytorialnego, kosmosu i mleka, piwowara i ptaków wędrownych nawinęła się nazwa, która mnie zaintrygowała, jeśli nie wprawiła w zdumienie.  Otóż juz dwa albo i trzy razy obchodziliśmy dzień zimnych ogrodników! Jak to zimnych i dlaczego?Przepraszam, ale mnie to zastanawia. Czy zimni, to znaczy ci których wdzięczna matka ziemia, którą tak plewili i oskubywali z chwastów, w końcu przyjęła na wieczny odpoczynek? Czy zimni, bo lubią z przerębla prosto na grządkę, a może byłam blisko celując w niegodziwych i nieczułych, którzy plewią z poczucia obowiązku, plując sobie w brodę, że mają taki fach w brudnych rękach, a mogli przecież sie spełniać jako leśniczy, albo bezmyślni myśliwi?
Wujek google jak zwykle mnie sprowadził na ziemię i to świętą, bo chodzi o Pankracego, Bonifacego i Serwacego co nas próbują chłodno przyjąć. Czasem zastępuje ich zimna Zośka, tez ponoć pobożna choć zimna i złowróżbna dla rolników.
 No i wszystko jasne, a jak kto chce wiecej to zapraszam na strone parafialną - http://www.parafia-bolechowo.pl/index.php?q=5&id_akt=110&page=

poniedziałek, 25 kwietnia 2016

zamiast hejże lub na pohybel mamy gdyby

Łona to do tej pory jedyny raper, którego tekstów potrafię słuchać. Nie mam cierpliwości do wyławiania przesłania wśród niecenzuralnych przecinków. Przekleństwa w piosenkach, ten niby manifest wolności, uważam za niedorobiony i prostacki.  Nie mam na wszystko wyjebane (jak śpiewa dyszkantem Tede;), dla mnie wiele rzeczy sie liczy, w tym i słowo. Wystarczy, że werbalny syf wykręca mnie w autobusach.
 Trzeba mi sensownej treści w parze z przyjemną melodią, a tu mamy 2 w 1.

gdzie tak pięknie potrafią przypuszczać?:)